– Wiesz nie dziwię się, że R. mi o tym wszystkim nie powiedział. Jakbym to wiedziała na początku to raczej nie spotykałabym się z nim.
INTRO
Aromat za’ataru miesza się z zapachem daktyli i melasy. Powietrze gęstnieje od unoszących się z patelni oparów. R. powoli układa obok siebie bakłażany. Pokazuje jak naciąć skórę przed pieczeniem. W ruch idą noże, trzeba drobno posiekać natkę pietruszki. R. obiera owoc granatu chwilę wcześniej ostukując go z każdej strony. Nie marnuje ani jednej kropli soku. Na stole talerze, miseczki z pastami, pieczywem, owocami, pieczonymi warzywami i deserami.
HISTORIA
Sobota, arabska knajpa, centrum Warszawy. Podają fajkę wodną. Dłuższa broda, zadbana, okulary w grubych oprawkach, zaczesany, szeroka szczęka. Ubrany pedantycznie. Mówi cicho. Obserwuje uważnie. Przechodzimy na angielski, żeby czuł się swobodniej.
– Tata pochodzi z bardzo biednej rodziny z Bagdadu. Jego ojciec był lekarzem pierwszego kontaktu, do którego przychodzili sąsiedzi. Jego dzielnica, to trochę taka trudna Praga Północ trzydzieści lat temu. Imprezy, agresja, obcy niechętnie tam przychodzili. Organizowali dużo nielegalnych walk bokserskich za pieniądze. Tata brał w nich udział. Skopywał tyłki setek kolesi i sytuacje często kończyły się w szpitalu. Kiedy ranni tam trafiali wzywana była policja, ale nikogo nie oskarżano, bo walki były dobrowolne.
Mama ojca była bardzo agresywna. Tata bał się jej panicznie do ostatniego dnia jej życia. Kiedy umierała około 1994, chciała się z nim zobaczyć. Grał w pokera, gdy zadzwonił jego brat. – Alladin, nie wygłupiaj się, musisz przyjechać, ona chce Cię widzieć.
Podobnie było, gdy umierał dziadek. Ale obydwojgu wyprawił ekskluzywny pogrzeb. Bo to most do zdobycia nowych kontaktów.
Tata miał bardzo ciężkie dzieciństwo: zła okolica, bity przez matkę, dziewięć sióstr i jeden brat, który był z siostrami i rodzicami najbliżej. Ojciec czuł, że nie przynależał. Odkąd pamiętam zawsze kierowała nim potrzeba rekompensaty braków z dzieciństwa. Kalkulował by osiągnąć korzyści, które zaprowadzą go w określone miejsce. Jedyny w rodzinie skończył liceum i zdał maturę. Postanowił studiować ekonomię. Zależało mu na wejściu w świat administracji. Dostał się na jeden z najstarszych i największych uniwersytetów. Taka Politechnika razy dziesięć. Modny, towarzyski, zaangażowany w sport, ludzie go kojarzyli. Zaczął budować wokół siebie społeczność. Świetnie radził sobie w koszykówce. Miał talent. Dostał się do narodowej reprezentacji akademickiej. Zaczęły się wyjazdy. W tym czasie do władzy doszła partia Baas pod wodzą Saddama. Było prawie jak w Korei Północnej. Tata nie chciał iść do wojska. Wojna z Iranem była tuż za rogiem. Poprzez sport udało mu się wymknąć. Wciąż służył krajowi tylko w nieco inny sposób. Chciał wejść do partii w odpowiednim momencie, na własnych warunkach.
Z mamą poznali się pod koniec studiów. Byli na tym samym uniwersytecie. Mama studiowała informatykę. Miała w sobie dużo pasji do komputerów i nowoczesnych technologii. To wszystko było wtedy nowe. Wierzyła, miała intuicję i talent. Dostała propozycję stypendium w Manchesterze. Tata wyczuł potencjał. Oświadczył się. Jej rodzina nie akceptowała go od samego początku. Mama pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny, taka lokalna arystokracja. Akceptacja przyszła z czasem. No przecież byli razem, chodzili na ten sam uniwersytet. Ich córka miała wyjechać sama do Europy? Ona chciała jego, on chciał jej, miał z nią podróżować i się nią zaopiekować. Jak teraz sobie o tym myślę to sądzę, że taki był tor ich rozumowania. Jak mama dostała potwierdzenie swojego stypendium, tata też zaczął starać się o stypendium dla siebie. Był już członkiem partii. Raz w tygodniu brał udział w obowiązkowych spotkaniach z koordynatorem, który raportował do kierownika rejonu zamieszkania. Biura mieli wszędzie, w tym na uniwerku. Tak to działało w dyktaturze. W czasie jednego z tych spotkań powiedziano mu, że owszem wyjedzie na stypendium, ale będzie również szkolony w innym kierunku. Dostrzeżono w nim pasję. Był zdeterminowany. Poziom finansowania stypendialnego to było porównując jakieś 50.000 zł. miesięcznie… A do tego mój tata miał dostawać jeszcze pensję. Nie mogli wyjechać jako narzeczeństwo więc pobrali się. Urodziłem się ja. Miałem jakieś 3 miesiące kiedy przyszła zgoda i wyjechaliśmy.
Mama studiowała, a tata w tym czasie zajmował się zlecanymi projektami. W środowiskach akademickich nie mówiło się wtedy otwarcie o szpiegach. To były bardziej „zasadzone” w konkretnym celu jednostki. Ludzie z potencjałem do spełnienia określonej roli. To był też jeden ze sposobów Saddama na budowanie swojej międzynarodowej siatki. Wybrali mojego ojca. Zaczęła się wojna. Ojciec jako kontakt zagraniczny dostał polecenie zaangażowania się w negocjacje handlu bronią. Wiele krajów się tym zajmowało, ale nieoficjalnie i bez rozgłosu. Aby nawiązać kontakty, negocjować kontrakty tata musiał wejść na czarny rynek. Jednym z krajów, z którymi nawiązał kontakt była Polska. Zajmowała się tym firma Bumar. Rodzice wrócili po siedmiu latach, a tata został obsadzony na wysokiej pozycji w Ministerstwie Przemysłu Zbrojeniowego. Ministrem był kuzyn Saddama. Tata widział szansę na rozwój. W ministerstwie pracował pomiędzy 1987, a 1991. Obrzydliwie się wtedy wzbogacił.
Moje pierwsze świadome wspomnienie po powrocie do Bagdadu to poczucie zagubienia. Musiałem brać dodatkowe lekcje z arabskiego, bo w Manchesterze moim pierwszym językiem był angielski. Chodziłem do prywatnej szkoły. Czułem się inny i wykluczony. Nie miałem ulubionego nauczyciela – mentora, spontanicznych akcji z kumplami na przerwach. Nauczyciele byli w większości przekupieni, zawody sportowe ustawione, a koledzy tylko tacy, których rodziny akceptowali moi rodzice. Nie siadaliśmy razem przy stole. W ogóle prawie nie rozmawialiśmy. Wiesz, że ja kiedyś marzyłem o tym, żeby zostać piłkarzem? Wychowałem się na meczach Manchester United. Dostałem się do szkółki piłkarskiej i wyłonili mnie w eliminacjach spośród setki dzieciaków. Dawałem czadu. Tata nie był na żadnym moim meczu. Kiedyś wróciłem cały ubłocony i zrobiłem niezły syf w domu. Rozebrałem się i rzuciłem ciuchy tam gdzie stałem, jak to dzieciak. Ojciec to zobaczył, wkurwił się i rano bez słowa wyjaśnienia wypisał mnie ze szkółki. Powiedział, że na żaden mecz już nie pójdę. I to było na tyle. Żadnej rozmowy. Nic. Koniec. Byłem wściekły i rozżalony. Miałem dwanaście lat.
Tata zdradzał mamę. Został uwiedziony i w sekrecie ożenił się z naszą nianią. Kupił jej dom. Mama wiedziała o wszystkim. Miał kilka samochodów z kierowcami, a mama znała ich grafiki. Szpiegowała go. Byłem nastolatkiem, wszystko widziałem i słyszałem. Byłem świadkiem awantury kiedy moja mama wyrzuciła tę dziewczynę z domu, zwyzywała ją za to co zrobiła i za to jak nadużyła jej zaufania. Kłócili się przy mnie i braciach. Chyba niespecjalnie ich to obchodziło. Z tą dziewczyną rozstali się gdzieś po roku, nie mieli dzieci.
Tata postanowił zainwestować pieniądze w sklep z antykami i zrobić z niego dyskretne miejsce do kuluarowych spotkań. Zaczęło się embargo, ojciec miał coraz więcej koneksji. Kupował domy, przekupywał policję, agentów wywiadu. Wysoko postawieni wojskowi pojawiali się w nocy na organizowanych przez niego partyjkach pokera. Ustawił się. Wszyscy go znali. Jeśli miałeś problem wystarczyło byś skontaktował się z Alladinem, a Twój problem znikał. Właśnie tego chciał. Być nazwiskiem! Postacią. I tak jest do dzisiaj. Często zapraszają go do TV, do kanałów informacyjnych aby komentował i wypowiadał się w bieżących sprawach.
Pracował w Ministerstwie Przemysłu Zbrojeniowego za czasów kiedy ministrem był kuzyn i jednocześnie zięć Saddama, Hussein Kamil. Miał brata Saddama Kamila. Hussein i Saddam ożenili się z córkami Saddama Husseina. Wszyscy czworo uciekli do Jordanii. Hussein był głową całej akcji i przekonał brata. Mój tata przeszedł wtedy na emeryturę. Czuł co się święci. On wiedział, że nie tylko Hussein i Saddam zostaną zabici, ale zlikwidowane będą ich całe rodziny do kilku pokoleń wstecz. No i nikt z ich klanu nie będzie miał już nigdy najmniejszej szansy na żadne oficjalne stanowisko w administracji państwowej, nawet jako szeregowy urzędnik.
Tata po przejściu na emeryturę włożył całą kasę w sklep z antykami, rozwijał biznes. Ale wciąż chciał być blisko. Sygnalizował rodzinie prezydenckiej, że jeśli ktokolwiek będzie potrzebował jego usług to wiedzą gdzie go znaleźć. Zajął się projektowaniem wnętrz, sprowadzał meble, złoto, produkty na specjalne zamówienie. Było embargo więc czegokolwiek by nie ściągnął to ludzie i tak kupowali wszystko.
W tym czasie Hussein i Saddam Kamilowie wraz z żonami byli wciąż w Jordanii. Zostali przekonani jakimś cudem do powrotu do Iraku. Husseinowi Kamilowi było ciężko, bo nie mógł uzyskać żadnego międzynarodowego wsparcia. Nikt mu nie ufał. Król Jordanii w tym czasie miał bardzo dobre relacje z Saddamem. Jordania dostawała od Iraku ropę za pół darmo. Nikt nie chciał się narażać. Saddam powiedział, że im wybacza. Wtedy zdecydowali się na powrót. W dniu powrotu na granicy czekali już na nich synowie Saddama. Jeśli myślisz, że Saddam był dyktatorem to nie wyobrażasz sobie jacy byli jego synowie. Zabrali swoje siostry. Braci puścili wolno. Saddam w tym czasie zaaranżował spotkanie z głową klanu, z którego pochodzili bracia. Powiedział im mniej wiecej tak: – To jest mój zięć i jednocześnie kuzyn, który mnie zdradził. Jako prezydent, jako przedstawiciel rządu wybaczam mu. Ale jeśli chodzi o was i o wasz klan to wam zostawiam decyzję co dalej.
Czyli mówiąc wprost chciał im przekazać, że nie skaże go oficjalnie za zdradę. Nie będzie kary śmierci poprzez publiczną egzekucję. Trzeba sobie z tym poradzić na poziomie rodziny. Trochę taki mafijny styl. Początkowo przydzielono im ochronę i tymczasowy dom gdzie obaj bracia udali się ze swoimi rodzinami: z matką, ojcem, kuzynami, braćmi. A potem zostali znienacka otoczeni. Ich dalsza rodzina, przyjaciele, członkowie klanu. Zrównali dom z ziemią. Zamordowali wszystkich. Wszystkich!
Po tej całej sytuacji ojciec był przerażony. W czasie embargo masowo dodrukowywano pieniądze. Inflacja szalała. Pamiętam jak ojciec przynosił do domu kasę w workach na śmieci. I miał jakieś setki ludzi, którzy dla niego pracowali. Jakiś czas temu oglądałem Narcos. I tak sobie myślę, że jeśli chodzi o obracanie kasą i ten klimat to mogę z powodzeniem porównać ojca do Pablo Escobara. Tyle, że mój tata nie był mordercą.
EGZEKUCJA
Jest taka jedna historia. Jeszcze Ci tego nie opowiadałem. Miałem wtedy chyba z piętnaście lat. Nasz pokój gościnny był mini bankiem. Ojciec miał takiego jednego współpracownika, który kombinował za jego plecami i postanowił nas okraść. Doskonale znał rozkład dnia taty. Była 10 rano. Oglądałem w telewizji kanał sportowy bo o 11 zawsze były moje ulubione mecze. Jadłem owoc granatu. Mój ulubiony. Mama i bracia byli w swoich pokojach. Siedziałem w salonie. Tata był w sklepie. Nagle dzwonek. W domu wyglądało to tak, że jeśli chciałeś wyjść to szedłeś z salonu, do kuchni. Tam było przejście do garażu i dopiero można było otworzyć bramę. Kiedy dotarłem do kuchni zobaczyłem już z daleka trzech gości w maskach, którzy z garażu próbowali dostać się do kuchni. Pobiegłem do mamy do pokoju, a po drodze zgarnąłem braci. Zamknąłem drzwi. Chwyciłem AK47 i zacząłem strzelać w powietrze przez otwarte okno. Chciałem żeby wszyscy sąsiedzi wiedzieli co się dzieje. Krzyczałem. Goście uciekli. Zadzwoniliśmy do ojca. Wyobraź sobie jak zareagował. Facet z obsesją władzy, a my mogliśmy zginąć. System bezpieczeństwa w Iraku działał wtedy jak w zegarku i kolesia, który to zaplanował złapano po trzech dniach. Ojciec spotkał się z policją. Po zdjęciu odcisków palców i przesłuchaniach facet przyznał się, że mieli broń. Przyszli żeby zabić i ograbić dom ze wszystkiego co cenne. Policja, oczywiście przekupiona, zapytała wtedy ojca co mają zrobić. Tata powiedział, że mają działać zgodnie z przepisami. A wtedy oznaczało to egzekucję. Pytali go czy jest pewien. Był.
To był czerwiec. Byłem dzieciakiem. Miałem uraz. Czułem się nieswojo z tym wszystkim. Tata wtedy myślał, że jedynym sposobem aby to ode mnie odsunąć i dać mi poczucie mocy, bezpieczeństwa było pokazanie mi, że człowiek, który chciał mnie skrzywdzić poniesie karę. Przyszedł kiedyś do mnie i powiedział, że dzisiaj pojedziemy do Abu Ghraib.
Abu Ghraib to było….Znasz to miejsce? No właśnie, po wojnie to było centralne więzienie pod kontrolą Amerykanów. Ale wtedy było to więzienie gdzie wysyłano albo na dożywocie albo na egzekucję. Przeprowadzono nas na dziedziniec. Nie widziałem nikogo dookoła. Tylko liny, skazanego i jeszcze dwie osoby. Założyli mu sznur na szyję, otworzyli zapadnię, było po wszystkim. Kurtyna w dół. Tata siedział tam jakby to był chleb powszedni. Jest jak jest i tyle. Nie wiedziałem co się dzieje. To nawet nie jest tak, że potraktowałem to jako jakąś ekstremalną sytuację. W sumie to ciekawe. Tata mnie do tego przygotowywał tłumacząc mi, że to nic, taka jest rzeczywistość, że ten gość to kupa gówna i zasłużył na to co go spotkało. Miałem straszną gonitwę myśli. Wyparłem to. Nie czułem się źle. Nie czułem się dobrze. Nic nie czułem. Byłem przekonany, że to najlepsza droga i jeśli to by się nie wydarzyło to oni wtedy by nas zabili.
Przyszła Inflacja. W 1996 roku ojciec stracił wszystko. Wszystko! Zaczął wyprzedawać swoje sklepy i majątek się kurczył. Ale to wszystko stało się nie tylko z powodu inflacji. Był zamach na syna Saddama Hussaina. I ten zamach był bardzo blisko sklepu mojego taty. Dużo oficjeli wtedy się odsunęło. Bali się już przychodzić. Skoro jego najlepsza klientela przestała przychodzić to nie było go stać na utrzymanie firmy.
Biznes w końcu padł na początku 2000 roku. Wtedy tata musiał się przegrupować. Otworzył firmę, kilka biur, zajął się handlem. Jak zaczęła się wojna zupełnie zmienił strategię. Chciał wrócić do polityki. Przykro mi to mówić, ale ojciec zrobił z siebie ofiarę poprzedniego reżimu, aby stać się częścią nowego systemu. Fake it till you make it. Znasz to powiedzenie? Zupełnie wtedy zmienił tożsamość. Z liberała skoncentrowanego na kasie i wpływach zamienił się nagle w bogobojnego muzułmanina, ze sznurkiem modlitewnym w dłoni. Starałem się nie angażować w życie mojego ojca tylko zbudować własne. Własny krąg znajomych, własne zwyczaje i własne ścieżki.
Siedzimy w kuchni, w mieszkaniu R. i B. R. w rozciągniętej koszulce i spodniach od piżamy. B. jeszcze nie wróciła z pracy. R. zwinnie przekłada trzymiesięcznego stękającego bobasa z jednego ramienia na drugie. Całuje go w czoło i wykrzykuje coś czule po arabsku. Mały zasypia. R.
MIŁOŚĆ
To było w 1997. Miałem szesnaście lat, a ona miała na imię Jasmine, była ode mnie pięć lat młodsza. Byłem wtedy w liceum, a te u nas były zupełnie odrębnymi placówkami dla chłopców i dziewczyn. Nie było szansy spotkać swobodnie jakiejkolwiek dziewczyny dopóki nie trafiło się na uniwersytet. Studia to był super czas, kiedy wreszcie nie wisi Ci na karku cała rodzina i nie musisz się martwić domowymi obowiązkami. Marzyłem o studiach. Tymczasem codziennie o tej samej porze dzwonił w domu telefon stacjonarny. Kiedy go odbierałem nikt się nie odzywał. Jasmine zdobyła nasz numer i przez dwa miesiące dzwoniła zbyt przerażona aby coś powiedzieć, bo przecież jeśli dowiedziałbym się, że to ona mógłby być skandal. I tak przez dwa miesiące odbierałem te telefony, zdeterminowany aby poznać osobę po drugiej stronie. Kiedy w końcu stało się jasne kim jest zaczęliśmy spotykać się w sekrecie.
Pierwsze dwa lata były beztroskie. Ona wciąż w szkole podstawowej, a ja w liceum. Nie było w nas jeszcze trudnych emocji. Potem sytuacja zaczęła się rozwijać. Związek nabierał tempa. Mówiło się coraz więcej o zaostrzającym się konflikcie pomiędzy Irakiem, a Stanami Zjednoczonymi. Powoli to do nas docierało. Podjąłem decyzję i zacząłem od najważniejszego etapu czyli rozmowy z moją mamą. Powiedziałem jej, że chciałbym zaręczyć się z Jasmine. Mama jak to mama. Próbowała mi uświadomić, że jestem młody i jak zacznę studia to sporo jeszcze może się wydarzyć. Byłem nieugięty. Kochałem Jasmine.
Umówiliśmy spotkanie z jej mamą. Uznała, że jesteśmy zdecydowanie za młodzi. Jeśli w ogóle mieliby brać mnie pod uwagę jako zięcia to miałem się do nich zgłosić po studiach. Planowali przeprowadzkę do Dubaju. Matka Jasmine powiedziała, że jeśli skończę studia i dalej będę chciał poślubić ich córkę podejmą rozmowę i wesprą mnie w przyjeździe do nich. No i wyjechali. Zaczęła się wojna, a ja byłem pokornym widzem całego wojennego gówna jakie uderzyło w mój kraj. Moje dotychczasowe życie się skończyło. Ja i Jasmine nie mieliśmy kontaktu przez dwa kolejne lata.
Jako społeczeństwu myślę, że zajęło nam około pół roku aby w ogóle zrozumieć co się wydarzyło. Powstało nowe pokolenie ludzi, którzy nagle wzbogacili się na kradzieżach. Kradli wszystko. Wszystkie pałace Saddama zostały okradzione. Ci ludzie nagle stali się wpływowi. Zaczęli finansować rząd i w związku z tym zajmować w nim różne stanowiska. Kiedyś był jeden Saddam, a teraz nagle mieliśmy ich czterdziestu. Kompletny chaos.
W pierwszym stadium to rebelianci walczący z Amerykanami zostali odsunięci i stłumieni. W międzyczasie pojawiła się Alkaida. Stworzono zupełnie nową szyicką milicję wspieraną przez Iran. Wielu wysoko postawionych oficjeli wykorzystywało Alkaidę do walki o wpływy. A szyici wykorzystywali irańską milicję do swoich interesów. Politycy siadywali przy jednym stole, wymieniali kurtuazyjne uśmiechy, a na ulicach toczyła się prawdziwa wojna. Cenę za to płacili niewinni ludzie.
Myślę, że dlatego tak dobrze odnajduję się w gastronomii. Wymaga ona ode mnie codziennie zaawansowanego planowania, które zajmuje mi głowę i przypomina znajome mechanizmy. Opanowałem tę sztukę do perfekcji. Wszystko inne wtedy schodziło na plan dalszy: studia, kariera zawodowa czy historie miłosne. Łatwo było coś obiecywać nawet bez przekonania, że trzeba będzie dotrzymać słowa, bo przecież mogli cię kropnąć zupełnie przypadkiem w czasie twojego wyjścia po fajki.
Skończyłem studia. Wznowiłem rozmowy z rodziną Jasmine. Mój ojciec przebywał akurat w delegacji w Syrii, a mama była we Francji. Ale dla rodziców Jasmine to nie był problem. Wtedy dostać wizę gdziekolwiek graniczyło z cudem. Byliśmy terytorium wojennym. Aby dostać dokument uprawniający do wjazdu do innego kraju musieliśmy znaleźć sponsora i mu zapłacić. Wydaje mi się, że zapłaciliśmy sześć tysięcy dolarów za samą możliwość otrzymania wizy. Dotarłem do Dubaju. Skontaktowałem się z ojcem Jasmine. Od razu wiedziałem, że to się nie uda. Spotkaliśmy się w kawiarni. Sterta banałów. Gość chciał mi pokazać swoją wyższość i przekazać nauki życiowe. Czułem nadciągające kłopoty. Powiedział mi, że jego córka nie wróci ze mną do Bagdadu. Jedyny sposób abyśmy mogli być razem to jeśli ja znajdę pracę w Dubaju.
Znalazłem wtedy mieszkanie gdzie łącznie było nas dwudziestu, a ja dzieliłem pokój z pięcioma innymi chłopakami. Moi współlokatorzy pochodzili z różnych zakątków świata. Codziennie rano kiedy szykowali się do pracy obserwowałem jak funkcjonują niczym dobrze naoliwiona maszyna. Zaczynając od budzikowej symfonii, poprzez osoby odpowiedzialne za przygotowanie śniadania, system kolejki do łazienki, każdy miał zadanie. Ja jedyny nie miałem pracy więc to poranne szaleństwo oglądałem z dystansu i po trzech godzinach byłem sam w mieszkaniu zastanawiając się co dalej. Moi współlokatorzy postanowili pomóc mi w znalezieniu pracy. Wziąłem udział w kilkuetapowej rekrutacji na stanowisko w FedEx i udało się. Miałem robotę. Skontaktowałem się ponownie z ojcem Jasmine. Mocno zszokowany, że mi się udało zwodził mnie jeszcze przez kolejne tygodnie stawiając nowe wymagania jak np. znalezienie samodzielnego mieszkania, bo jak niby wyobrażam sobie zaczynać wspólne życie z jego córką mieszkając z obcymi facetami. Zniecierpliwiony powiedziałem, że nie przyjechałem tutaj aby realizować jego ambicje. Spełniałem krok po kroku wymagania jakie stawiała przeze mną on i jego rodzina, wiele kosztowało mnie by dotrzeć do obecnego etapu więc w zamian oczekuję, że zgodzą się na nasze małżeństwo i pomogą w formalnościach lub chociaż pozwolą nam bez stresu spotykać się w miejscach publicznych, rozmawiać przez telefon. Chciałem cieszyć się miłością, zaręczyć się i delektować się okresem narzeczeństwa. Obiecał się zastanowić. I to jego zastanawianie się trwało cztery miesiące.
Potem usłyszałem od wuja Jasmine, że nie jestem dobrym kandydatem na męża. Mieli wobec niej inne plany. Zatkało mnie. Po tym wszystkim co przeszedłem aby przekonać ich o mojej szczerości, po tym jak zwodzili mnie latami, zostałem odrzucony w ciągu jednego dnia. Od razu chciałem wracać do Bagdadu. Nie miałem już siły boksować się z całą jej rodziną więc odpuściłem. To było dla nas trudne. Mieliśmy żal wobec tych, którzy odebrali nam szansę by spróbować wspólnego życia. Wróciłem wtedy do domu, spakowałem się i poszedłem od razu spać. Chciałem wracać.
Następnego dnia obudziłem się o szóstej i zacząłem szykować do wyjazdu. Nagle wszedł mój kolega. Powiedział, że Jasmine czeka na mnie na dole. Miała ze sobą większa torbę podręczną. Nie chciała żeby ktoś decydował za nią o jej przyszłości. Spakowała najpotrzebniejsze rzeczy, zabrała swój paszport i była gotowa uciec ze mną. Poszliśmy na górę. Musiałem chwilę się nad tym zastanowić. Gdybym wyjechał sam oznaczałoby to, że miałem szansę zmienić coś w życiu, ale nie podjąłem ryzyka. Wszystko na marne. Jeśli ją stąd zabiorę, uciekniemy to dojdzie do skandalu co mogłoby się dla nas skończyć nawet śmiercią. Oczywiście wybrałem wyjście ekstremalne. Kupiliśmy bilety do Damaszku z międzylądowaniem w Ankarze. Doskonale pamiętam jak na środku autostrady w drodze na lotnisko zepsuła się nasza taksówka doprowadzając nas na skraj paniki. Tak jakby los na każdym kroku starał nam się udowodnić, że to się nie uda. Dojechaliśmy jednak i wsiedliśmy na pokład samolotu.
Ważne jest to, że kiedy w Iraku wybuchła wojna jedynym krajem, który otworzył dla nas swoje granice byłą Syria. W Damaszku mieszkała przeważająca część rodziny Jasmine od strony jej ojca. A ja wybrałem Damaszek ponieważ nie mogłem dostać wizy do żadnego innego kraju. W tamtym czasie był tam też mój ojciec, siedem moich ciotek, i niezliczona ilość kuzynów. Wszyscy oczywiście mieszkali w jednym sąsiedztwie. Były to nowe osiedla stworzone specjalnie dla irakijskich uchodźców. Małe, gęsto zaludnione. Zbudowane by rozbuchać lokalną gospodarkę. Irakijczycy chętnie wydawali tam swoje pieniądze.
Wylądowaliśmy. Najbardziej bałem się spotkania z wujkiem Jasemine, który kiedy byliśmy nastolatkami, potrafił nawet poszczuć mnie swoim policyjnym psem. Do dzisiaj mam lęk przed psami. Nawet małymi. Złapaliśmy taksówkę. Skierowaliśmy się do centrum. Włączyłem telefon. Od razu zadzwonił mój brat dopytując gdzie do cholery jestem. Kazał mi natychmiast do nich przyjechać. Wszyscy już wiedzieli. Kiedy dojechaliśmy przywitał nas tłum gapiów. Oczywiście wszyscy byli ze mną spokrewnieni. Pierwsze co zrobił mój ojciec to zabrał nam paszporty. Mama znała skrawki tej historii, ale tata nie miał o niczym pojęcia. Wszystko mu opowiedzieliśmy. Nie byliśmy małżeństwem więc Jasmine musiała zatrzymać się u swoich krewnych, a ja zostałem z tatą. Mieliśmy spotkać się rano i wspólnie pomyśleć co dalej.
Jej ojciec przyleciał do Damaszku następnego dnia. Na nasze spotkanie tata zabrał kilkunastoosobową obstawę. U nas swoją klasę i szacunek okazujesz jeśli na tego typu rozmowy wybierasz się w licznej grupie krewnych. Widok był spektakularny, tuziny facetów, duże samochody. Dojechaliśmy na miejsce. Ojciec Jasmine doskonale się do tego spotkania przygotował. Pokazał drugą twarz. Przesłodzony, uprzejmy uśpił czujność mojej rodziny. Nazwał mnie swoim przyszłym zięciem, pytał co słychać, udawał troskę. Mój ojciec, kuzyni byli zachwyceni. Facet sprytnie kontrolował rozmowę. Wiedział dobrze, że według tradycji nie mam prawa głosu. Nie mogłem obnażyć jego dwulicowości. Przytakiwał mówiąc, że od początku źle rozumiałem jego intencje i on docenia ciężką drogę pełną wyrzeczeń jaką przeszedłem by być z jego córką. Nagle akceptował mnie jako swojego przyszłego zięcia. Spojrzałem na ojca i kuzynów. Zmiękli.
Ustalili, że ojciec Jasmine zatrzyma się u swojego brata i jutro o tej samej porze ta sama reprezentacja może przyjechać i oficjalnie poprosić o rękę Jasmine oraz o odstępstwo od tradycji w obliczu wyjątkowej sytuacji. Ominęliśmy najważniejszy etap czyli rozmowę naszych matek. Od tego należało zacząć. Bez tego nie było szansy na realizację umowy bez względu na ilość obstawy i składane obietnice. Mieliśmy rozmawiać i zorganizować przedzaręczynową imprezę dla krewnych. Potem właściwą imprezę zaręczynową dla najbliższej rodziny. W najdrobniejszych szczegółach zaplanował całą rozmowę. Pociągał za wszystkie sznurki. Na koniec po wygłoszeniu płomiennej przemowy o tym jak nasze rodziny już wkrótce połączą się w jedność powiedział, że nie ma już żadnych wymagań czy oczekiwań poza jednym. Obopólnym zaufaniem, a jak budować zaufanie w sytuacji kiedy mój ojciec przetrzymuje paszport jego córki. A co zrobił mój ojciec? Oczywiście natychmiast mu ten paszport zwrócił. Jego honor został zakwestionowany w obecności męskiej części rodziny. Brnęliśmy dalej w rytualne pierdoły. Kuzyni wyszli. Przyjechały moje ciotki. Razem z jej ciotkami pojechały do sklepu ze złotem aby kupić dla Jasmine tradycyjny zaręczynowy komplet bibelotów. Zarezerwowaliśmy lokal na imprezę. Ciotki rano zabrały Jasmine na zakupy kreacji zaręczynowej. Miały wrócić na obiad, przyszykować się i spotkać się nami na miejscu. Ciotki wróciły do domu, a kiedy pojechały po Jasmine nikogo nie było. Pusto. Krótka wymiana wiadomości. Niby wszystko zgodnie z planem i po prostu przedłużyły im się przygotowania. To wszystko miało jedynie uśpić naszą czujność. Jasmine była już w drodze na lotnisko. Zniknęła. Cała rodzina zmieniła numery telefonów i adres zamieszkania w Dubaju. Byłem na skraju przepaści, gigantycznej złości. Ja nawet nie mogłem zabrać głosu i powiedzieć jej ojcu co tak naprawdę myślę. Poczucie, że mnie wykorzystywali doprowadzało mnie do szału. Jasmine zniknęła. Dzisiaj już sam nie wiem czy zrobiłem to wszystko dla niej, z miłości czy z uzależnienia od adrenaliny.
B.
Spotykamy się z żoną R. w tej samej arabskiej knajpie w Centrum, w której zawsze umawiam się z R. Siedzi sama przy stoliku spoglądając na telefon. Rozpuściła włosy. Trochę nieobecna, rozmowę czasami przerywa zaciągając się fajką wodną. Są razem jedenaście lat. Mają dwójkę dzieci. Przy stoliku obok grupka młodych Arabów co chwilę pokrzykuje. B. uśmiecha się i mówi, że to typowe. Przyzwyczaiła się.
B: – Ja go nie znosiłam jak się poznaliśmy. To było na uczelni. Tak się zawsze zakręcił i zamanewrował sytuacją, że wkręcał innych w odwalanie za siebie brudnej roboty. Strasznie ściągał na kolokwiach też. Irytowało mnie to. Po zajęciach spotykaliśmy się często w większej grupie w domu u kogoś. Ogarniało się przez noc projekt czy prezentację na następny dzień. Kiedyś staliśmy w kuchni i R. popatrzył się na mnie i powiedział, że zostanę jego żoną. Wyobrażasz sobie? A ja miałam wtedy faceta już. Spotykałam się z takim Nigeryjczykiem. No i jakoś tak wyszło widzisz, że jak powiedział tak zrobił. Zaczęliśmy się spotykać i z czasem się przekonałam do niego. Jak ktoś się mnie pytał czy się nie boję bo inna kultura to ja w ogóle nie rozumiałam o co chodzi. Kompletnie o tym nie myślałam.
B: Jak R. dzwoni do kolegów z Bagdadu to wychodzę z pokoju tak się do siebie wydzierają. Kiedyś myślałam, że on się kłóci z kimś przez telefon co chwilę, ale oni tak mają, tak rozmawiają.
Wiesz jak on się zapętli w swoich myślach to bywa nie do wytrzymania. Ja wtedy się go boję czasami. Ostatnio mu powiedziałam, że jak znowu złapie tą fazę to ja proszę, żeby sobie wyjechał na kilka dni i po prostu wrócił jak już wszystko sobie w głowie ułoży. Jak ma jakieś swoje intensywne przemyślenia to potrafi mnie w tej sprawie obudzić w środku nocy.
Jak poznałam jego ojca i potem jeszcze kilka razy się widywaliśmy przy różnych okazjach to miałam wrażenie, że jest dwubiegunowy. Potrafił być duszą towarzystwa i zabawiać wszystkich dookoła, a następnego dnia już odłączony od wszystkich i przy okazji też od własnych emocji przesiadywał cały dzień w fotelu z telefonem. Dziwny człowiek naprawdę.
TERROR
R. mówi dużo. W skupieniu. Czasami za cicho jakby celowo chcąc zwrócić uwagę na każde słowo. Nieczęsto zwierza się ze swojej przeszłości innym. Mówi, że ludzie nie dowierzają, że po takich przejściach można jeszcze normalnie funkcjonować. Boją się i nie dopytują.
– Zostaliśmy kiedyś odurzeni w domu. Cała rodzina. Były przerwy w dostawach prądu. Korzystaliśmy z generatorów. Latem generatory nie wyrabiały z trzema czy czterema klimatyzatorami jednocześnie. Spaliśmy podzieleni na dwa pokoje. Złodzieje wpuścili jakiś środek odurzający do naszej wentylacji. Ja wtedy zaczynałem z siłownią. Używałem sterydów. Chciałem być wielki, silny. Miałem jakieś dwadzieścia jeden lat. Chciałem dobrze wyglądać, zbudować mięśnie. Obróciło się to przeciwko mnie. Zabrali się najpierw za mnie, bo byłem największy i najstarszy. Tak obwiązali mi nadgarstki i dłonie, że gdybym tylko próbował się wydostać natychmiast połamałbym sobie małe palce. Wiedzieli co robią. Ciągnęli mnie z pokoju do pokoju. Kazali otwierać wszystkie drzwi i pokazywać im gdzie mamy pochowane jakieś cenne rzeczy. Musiałem im wszystko oddać. Zabrali nawet kieszonkowe moich młodszych braci, całe złoto mojej mamy. Wszystko. Ale ciągle było im mało. Postanowili jeszcze wystraszyć matkę. Zabrali mnie i ją do innego pokoju. Chcieli mnie porazić prądem z kabla od odkurzacza. Krzyczeli, że matka ma im powiedzieć czy mamy w domu coś jeszcze. W końcu odpuścili. Akurat w tym pokoju nie było prądu i uciekli.
Okradli kilka domów w okolicy więc za dużo świadków i dowodów. Trochę zjebali sprawę. Pamiętałem, że jeden z nich miał na przedramieniu tatuaż „Hussein”. Hussein był kuzynem Mahometa. Był ważną postacią dla Szyitów. To było jedyne co zapamiętałem. Poza tym mieli maski i byli ubrani w wojskowe ciuchy. Tuż po tym wszystkim złożyłem zeznania na policji aby mogli zacząć poszukiwania. Zadzwonili do mnie. Tzn. zadzwonili do taty, a on zadzwonił do mnie.
I co wtedy sobie przypomniałem? Dzień kiedy ojciec zabrał mnie do Abu Ghraib. Myślałem, że przed nami ten sam scenariusz. Dotarliśmy na posterunek. Oficer przyprowadził podejrzanych do jednego pomieszczenia. Ze względu na maski, które wtedy mieli nie byłbym w stanie rozpoznać ich po twarzy. Odkryli im przedramiona. Powiedzieli, że teraz też zakryją im twarze i wystarczy, że wskażę im typa jeśli go rozpoznam. Dla utrzymania poufności cały byłem zakryty zasłoną, została tylko szpara na oczy. Tamten stał pośrodku. Wiem, że to głupie. Nie rozumiem co mi się wtedy stało. Zobaczyłem go, stałem bardzo blisko. Przywaliłem mu z bańki. Złamałem mu nos, polała się krew, a on upadł na podłogę. Nie mogłem przestać go kopać. Chciałem go zabić. Czułem, że ojciec przekazał mi siłę i mogę wszystko. Zabrali mnie stamtąd. To znowu mi umknęło. Nie rozpamiętywałem tego. Stało się. Sprawa zakończona. Oddzieliłem się od tego.
Po dwóch dniach naszych sąsiadów odwiedzili przedstawiciele jego klanu. Powiedzieli, że ich syn zostanie poddany egzekucji i zapytali jaką mamy propozycję na rozwiązanie tego. A przekaz podprogowy był taki: To już nie czasy Saddama, jesteśmy w stanie dopaść „bogate dzieciaki”. Oko za oko. Sąsiedzi od razu przyszli do nas. Chcieli jakoś to rozwiązać i wpłynąć na proces decyzyjny przed zapadnięciem ostatecznego wyroku o egzekucji. Mój tata wtedy akurat już nie był tak wpływowy. Nie pamiętam całej rozmowy. Tata powiedział, że w takim razie skończy się na więzieniu, ale mają wszystko oddać. Oddali kasę, ale nie całą. Wszyscy przekonywali mojego ojca aby odpuścił. Dla dobra i spokoju rodziny.
Wojna domowa zaczęła się w 2006 roku. Luty, 15 Luty 2006 – Alkaida wysadziła w powietrze jeden z szyickich meczetów. To był duży i znaczący ruch. Szyici dali jasny sygnał, że tak być nie może i nie odpuszczą. Przy wsparciu Iranu rekrutowali do działania całą milicję. Od początku było zupełnie jasne, że to wszystko dzieje się przy wsparciu Iranu. Iran chciał się zemścić na Iraku ze względu na wojnę. Także zgarnęli wszystkich możliwych milicjantów jacy byli dostępni i każdy dostał listę osób do likwidacji. Piloci, wysocy rangą oficerowie, oficerowie na emeryturach, inżynierowie, wszyscy, którzy mieli jakikolwiek wpływ na wydarzenia związane z wojną z Iranem mieli zostać wyeliminowani. Mój tata był na tej liście. I jak to rozegrał? Dotarł do najwyżej postawionych w rządzie islamistów, odegrał przed nimi swój spektakl ofiary, zmienił zupełnie swój profil i postać. Nie tylko mu wybaczyli… zrobili z niego jednego ze swoich. Większość z tych gości dorobiła się dopiero po wojnie. Wcześniej siedzieli w norach i byli bezdomni. Korzystali z rządowych benefitów itp. Do dzisiaj mamy w rządzie wysoko postawionych cwaniaków, którzy dalej pobierają benefity od państw Europejskich gdzie przebywali jako uchodźcy w czasie wojny. Zabrali się za mojego ojca ponieważ jest światłym gościem, dużo wie, ma dużo kontaktów. I ogólnie doskonale wiedział jak się poruszać w tego typu sytuacjach. Dali mu w końcu pełną ochronę.
Ja kiedyś zostałem prawie porwany przez szyitów. Byłem wtedy z kumplem. Jechaliśmy samochodem. Milicja nas zatrzymała i kazali nam wysiąść. Powiedziałem kumplowi, żeby udawał, że chcemy wysiąść i otworzył drzwi. Ja ustawiłem odpowiedni bieg. Poczekaliśmy aż się kawałek odsuną aby pozwolić nam wysiąść i wtedy dałem pełny gaz. Śledzili nas. Ale pojechałem w kierunku terenów, które były patrolowane przez Alkaidę. Kiedy zaczęła się wojna domowa, rejony gdzie mieszkaliśmy były już zaadaptowane przez Alkaidę. Nikogo konkretnie nie znałem, ale wiedziałem, że tam byli. Założyłem, że ci, którzy mnie śledzili domyślą się i w końcu odpuszczą. Po tym całym dymie chciałem po prostu odciąć się i wyjechać z kumplem na jakiś czas.
– Walid to zjebane. Dopiero co skończyliśmy studia. Złapmy kurwa trochę oddechu i zostawmy na chwilę ten pierdolnik za nami.
Studiowaliśmy razem, podróżowaliśmy razem, wszystko robiliśmy razem. I przez to całe gówno też przechodziliśmy razem. Pojechaliśmy do Syrii i zostaliśmy tam na trzy miesiące. Zrobiliśmy sobie wakacje.
Dwa dni po tym jak wróciłem ktoś zapukał do drzwi.
– Dzień dobry. Nazywam się Bilal. Czy moglibyśmy porozmawiać?
– Tak oczywiście
– Jestem nowym gubernatorem regionu – czyli czyt. jestem z Alkaidy i zarządzam tym terenem.
Jak wróciłem z Syrii rejon gdzie mieszkaliśmy stał się jednym z silniejszych, jeśli nie najsilniejszym terenem wpływów Alkaidy. Bilal zaczął dopytywać gdzie byłem. Wytłumaczyłem mu po jakich byłem przejściach i że wyjechałem na jakiś czas do Syrii.
– Rozumiem. Ale istnieje teoria, że współpracujesz z Amerykanami – odpowiedział.
To funkcjonowało tak, że jeśli współpracowało się z Amerykanami jako np. tłumacz to co trzy miesiące wysyłali Cię na wakacje na około dwa tygodnie. Mieli w tym swój cel.
– Czyli nie było Cię trzy miesiące, a teraz pewnie przyjechałeś na swoje wakacje? – zapytał mnie Bilal.
– Nie, na wakacjach byłem wcześniej w Syrii.
– Pokaż mi swój paszport. – poprosił.
Przyniosłem mu paszport. Mama, ojciec i moi bracia po moim powrocie uprzedzili mnie, że tak to teraz wygląda i takich wizyt. można się spodziewać coraz częściej. Ojca nie było. Jak zwykle był w trakcie jakiegoś wyjazdu biznesowego. Mieszkaliśmy razem, ale prawie się nie widywaliśmy. Dwa dni po przesłuchiwaniu mnie odnośnie wyjazdu do Syrii, studiów jakie kończyłem i całej mojej przeszłości Bilal wrócił do mnie z decyzją.
– Czyli kończyłeś informatykę? – zapytał.
– Tak
– Świetnie. Wyszkolimy Cię w sterowaniu i programowaniu przepływu rakiet pomiędzy skonfliktowanymi terytoriami.
Teren operacyjny Alkaidy był wtedy zlokalizowany dosyć centralnie. A teren operacyjny Szyitów był porównując do Warszawy mniej więcej w takiej pozycji jak Bemowo. Pomiędzy „Bemowem”, a „Centrum” były punkty kontrolne. Nigdy nie było wiadomo do końca kto ogarniał, które punkty kontrolne. Musiałem mieć dwa różne dowody. Z dwoma różnymi nazwiskami. Jeden jako sunnicki student. A drugi jako dziennikarz. Szyicki dziennikarz. Załatwiało się je za łapówkę u gościa fałszującego dokumenty. Żaden problem. Kiedy zbliżałem się do jakiegoś niepewnego rejonu chowałem jeden z dowodów i korzystałem z tego, który byłby dla mnie bezpieczniejszy. Tak się jeździło na zakupy, na uczelnię, gdziekolwiek poza domem.
No więc dostałem propozycję wyszkolenia przez Alkaidę do nadzorowania rakiet wymierzonych w skonfliktowane z nimi regiony miasta. Byłem w zawieszeniu. Oni mnie nie szantażowali, nie bili nie straszyli w otwarty sposób. Zaczęli jedynie pokazywać mi do czego są zdolni. Etnicznie uważali mnie za jednego ze swoich. Ale teraz chcieli abym stał się jednym z nich operacyjnie. Gdybym był szyitą to zabiliby mnie bez żadnej jebanej dyskusji.
Któregoś dnia wyprowadzałem samochód aby pojechać na uczelnię. Jak tylko wyjechałem z bramy do samochodu wskoczył Bilal. Miał broń z tłumikiem. – Jedziemy. Trzeba załatwić kolesia z armii. Jest szpiegiem. Mieszka pod tym adresem. Podwieź mnie tam.
Zmroziło mnie. Ale akurat przejeżdżały dwa amerykańskie patrole. Spłoszyli go i uciekł.
Kiedyś porwali gościa z innego rewiru, który chciał się przedostać na nasze terytorium. Zorientowali się, że jest szyitą. Wrzucili go do furgonetki. Przyjechali na naszą ulicę, była jedną z dłuższych w okolicy. Wyprowadzili go z samochodu. Zastrzelili. Odjechali. Jak się widziało ciało na ulicy nikt nie zwracał na nie uwagi. Nie dzwoniło nigdzie, nie sprawdzało czy ten ktoś jednak żyje. Najbezpieczniej było zamknąć się w domu. Lepiej było trzymać język za zębami. Po dwóch godzinach ktoś przyjechał. Podniósł ciało. Umieścił pod nim materiały wybuchowe. Pułapka zastawiona na Amerykanów. Przyjechali i wszystko wybuchło. Zaczęli strzelać gdzie popadnie i przeszukiwać dom po domu. Weszli też do nas. Nawet meble kurwa porozrywali. Szukali broni. I to były takie nasze scenki dnia codziennego. Widziałem ciała na ulicach. Psy węszące na chodniku wśród ciał. Słyszałem latające w powietrzu kule i strzelaniny. Jak pytałem na ulicy co się dzieje to sąsiedzi odpowiadali: a tak…tam i tam zabili kilkanaście osób. Dzień jak codzień.
Bilal się już więcej nie pojawił. Mój ojciec wyjechał do Polski. Dostał nowe stanowisko, ochronę etc. Ale wyjechał. A ja zostałem porwany. Odbili mnie i zapłacili okup. Do dzisiaj nie wiem do końca kto stał za moim porwaniem. Nie wiem czy Bilal był w to zaangażowany. A oni zachowywali się tak samo jak Bilal. Pokazywali mi swoją przewagę, ale w dość przebiegły i niedosłowny sposób. Wykonywali ustawione telefony i codziennie powtarzali mi: – Dzisiaj czekamy na decyzję. Nie wiemy jaka będzie ale musisz być przygotowany. A poprzez decyzję rozumieli rozkaz na zamordowanie mnie. Rano mówili, że nie będę nic jadł i nie mogę nic robić, nawet wstać. Wieczorem musiałem się nasłuchać dziwnych dźwięków nieznanego pochodzenia. Potem mówili, że decyzji jeszcze nie ma. A potem rano, że doszli do porozumienia i trzeba to będzie szybko zakończyć. To wszystko co słyszałem, a oni znikali. A potem pojawiali się zupełnie nowi ludzie i zaczynali mnie bić. Bez słowa. A potem znowu pojawiał się ktoś inny i mówił, że już wszystko ustalone i będę opuszczał to miejsce za jakieś dwa dni. A po dwóch dniach pojawiała się jakaś nowa wersja i znowu mówili, że mnie zabiją.
Większość członków Alkaidy to byli dawni działacze wywiadu z czasów Saddama. Tych ludzi było strasznie dużo, w miliony to szło. I oni byli odrzuceni przez system. Żadnej emerytury, żadnej pracy. Zostali wykopani ze społeczeństwa. I dzięki temu docierała do nich Alkaida. Dawali im ochronę, pieniądze, broń, wszystko w zamian za ich umiejętności jakie zdobyli w czasie swoich szkoleń. A wyszkoleni byli świetnie. Pytali o ojca, bo to przecież on był ich wyjściowym celem. Potem okazało się, że chodzi o kasę. Chcieli też poprzez ojca dotrzeć do określonych osób. Czułem, że oni mimo wszystko nie mieli od początku intencji zabicia mnie.
Jak mnie porwali. Ja ich nie widziałem. Nie mogłem ich poznać. Słyszałem tylko ich głosy. Na pewno nie było wśród nich Bilala. Nie wiem jaki był jego wpływ na tę sytuację. Zastawili na mnie pułapkę. Jechałem samochodem taty. Zrobili barykadę na drodze, którą musiałem wyminąć i wtedy to się stało.
Po porwaniu czułem, że wszystkie oczy były zwrócone na mnie. Powstały takie nowe irakijskie jednostki wytrenowane przez USA do walki z terroryzmem. Mieli na celowniku bazę terrorystów w naszym rewirze. Była mocno chroniona. Zaczynało się robić inaczej. Z tym zabijaniem to było już nie do pomyślenia. No wyobraź sobie, że wychodzę, któregoś dnia z matką na zakupy. Stoimy w korku. Przed nami samochód. Wychodzi z niego czterech gości. Każdy ma AK47 i zaczynają nakurwiać w powietrze. To były tgz. przeszkadzajki żeby zdekoncentrować wojsko. I jak uwaga się skupiała na nich to w tym czasie w zupełnie innym miejscu była detonacja ładunków wybuchowych. Cały czas ta jebana manipulacja.
Przyjechali po mnie. Irakijczycy. Było ich troje. Kierowca i dwóch oficerów. Jeden z nich był dość wysoko postawiony. Wcześniej słyszałem strasznie głośną strzelaninę. Sąsiedzi mówili, że ktoś kogoś śledził i zrobiła się jatka na całego i kogoś schwytano. Była trzecia po południu. 6 godzin później akcja u mnie pod domem. Ten oficer był bardzo grzeczny, stylowy, wyedukowany i dobrze wytrenowany. Ale my wtedy nie ufaliśmy już nikomu. Zagrażali nam ludzie, którzy na pierwszy rzut oka potrafili często być do siebie bardzo podobni i ukrywać się pod oficjalnymi wojskowymi ciuchami.
– Jak się nazywasz?. Czy możesz pokazać nam swój dowód? Będziesz musiał z nami pojechać.
Przecież mnie dopiero co odbito po tym cholernym porwaniu. Moja mama się załamała. A ten koleś do niej podchodzi i mówi: – Mamo. Nie martw się o niego. Jest nam potrzebny. To dla naszego wspólnego dobra. Dla sąsiedztwa i dla naszej społeczności. Odprowadzę go tutaj osobiście dzisiaj w nocy.
Wsadzili mnie do samochodu, przeprosili, że muszą zawiązać mi oczy i zawieźli do siebie do bazy. A tam miałem spotkanie z generałem. No i generał powiedział mi tak: – Jednym podpisem mogę sprawić, że znikniesz. Nikt nie będzie wiedział gdzie jesteś. Albo wypuszczę Cię za trzy godziny.
– Czego ode mnie potrzebujecie?
– Kim jest Bilal? Co o nim wiesz? I jaka jest wasza relacja?
Próbowałem mu wytłumaczyć przez co przeszedłem oraz, że mu nie ufam. Nie mogę mu nic powiedzieć bo mam przeczucie, że Bilal siedzi obok. – Odsłońcie mi oczy, pokażcie się, a obiecuję, ze wszystko wam powiem. Nie mam nic do ukrycia. Nie zgodził się. No i pomyślałem sobie: Kurwa co mi się jeszcze gorszego może przytrafić? Jak mówi, że może sprawić, że zniknę to kurwa sprawi, że zniknę. No więc powiedziałem mu wszystko. Wszystko! A on do mnie wtedy. – To co chcesz go zobaczyć?
– Kogo?
– Bilala
Zdjęli mi opaskę z oczu i zaprowadzili do sali obok. On tam był. Ta cała strzelanina i schwytanie kogoś wcześniej. Jak myślisz o kogo chodziło? No właśnie. Kiedy go zobaczyłem. Jego twarz. Był jak niebieska bańka. Od tortur. Miał połamane ręce. Przetrącili mu kolana. Połamali mu palce. Był tak obolały, że co chwilę mdlał, a oni co chwilę go budzili. Pogruchotali mu każda cholerną kość jaką miał. Zapytali mnie: – Wiesz co on zrobił? Jest odpowiedzialny za wszystkie incydenty i morderstwa w rejonie na przestrzeni ostatnich miesięcy.
Wsadzili mnie i Bilala do samochodu i zawieźli do bazy agencji wywiadu, która była zlokalizowana w zielonej zonie. Ja byłem na siedzeniu, a Bilala wsadzili do bagażnika. Słyszałem jak jęczał z bólu. Dojechaliśmy. Wszystko to co opowiedziałem kazali mi opowiedzieć jeszcze raz oficerowi wywiadu ponieważ musieli zdać raport Amerykanom. Powiedzieli, że zatrzymają mnie jeszcze przez dwie godziny, poprosili o moje odciski palców i podpisanie zeznania. Powiedzieli, że odwiozą mnie do domu. Zrobili co obiecali. Odwieźli mnie do domu o drugiej nad ranem. Przeprosili moją mamę. A na koniec gość powiedział mi, że jestem bezpieczny i już o nic nie muszę się martwić.
Potem była obława na przywódców grup terrorystycznych. Zamknięto cały teren wielkości Ursynowa. Wkroczyły specjalne siły amerykańskie, które były wyszkolone w ostatecznej eliminacji. Mieli zdjęcie, wchodzili, zabijali na miejscu, zabierali ciało do ciężarówki i następny. Zabili ich wtedy około siedemnastu. Reszta uciekła. Ale byli i tak bezużyteczni, bo mieli wyprane mózgi i bez swoich liderów nie znaczyli nic.
Jak to wszystko się działo, porwanie, a potem to wszystko. Ojciec był w Polsce. Pamiętam, że chciał zebrać wszystkie dokumenty dotyczące moich zeznań. Podzwonił po ludziach. Porobił kopię tego co się dało. Wysłali mu to do Polski. Jak mnie ściągnął do Warszawy zabrał mnie do ABW. Kazał mi powiedzieć, że nie będę potrzebował jakiegokolwiek państwowego wsparcia. Miałem powiedzieć, że ojciec się mną zajmie. I jeśli poproszą mnie o dowody na to co przeżyłem, (wtedy każdy uchodźca twierdził, ze był porwany i jego rodzina została zamordowana albo groziło im śmiertelne niebezpieczeństwo- i pewnie tak było, ale oni nie mieli takich dowodów jak ja) to ja wtedy będę przygotowany. Poprosili o mój paszport. Dałem im więc paszport i wszystkie kopie moich zeznań, które pozyskał mój tata. Z miejsca dostałem pozwolenie na pobyt tymczasowy. Wszyscy inni musieli czekać sześć miesięcy. Byłem bezpieczny.
DZIECI
Siedzimy w kucki w pokoju starszego, czteroletniego synka R. i B. Mały pokazuje mi kolekcję swoich samochodów. B. z mamą w salonie usypiają najmłodszego. Za chwilę będziemy robić live’a na Instagram gdzie R. pokaże jak przygotować Tabbouleh. Oparty o ścianę nabija lufkę.
– Młody ostatnio jak poszliśmy na spacer zatrzymał się przy rowie gdzie pracowało kilku robotników. Zaczął im zadawać mnóstwo pytań. Potem uznał, że jest zdecydowanie za gorąco i ogłosił, że muszą sobie zrobić przerwę. Zaprowadził mnie do sklepu, kazał kupić każdemu po Magnumie. Rozdał lody, posadził wszystkich na krawężniku i kontynuował swój wywiad.
Pokazuje mi zdjęcie w telefonie. Pięciu wielkich i dorosłych facetów w kaskach i odblaskowych kamizelkach siedzi w rządku na krawężniku i zajada się lodami. A przed nimi jak dyrygent, mały chłopczyk z czupryną ciemnych włosów rezolutnie wymachuje palcem.
– T. jest otwartym dzieckiem. Mówi w dwóch językach, nie zna granic i kompletnie nie wstydzi się codziennie ich przełamywać. To już jest mały obywatel świata. Ja byłem zupełnie inny. Czuję, że młodszy jest moim odzwierciedleniem. Ja już to widzę. Będzie introwertykiem. Jest ciągle taki zamyślony. Ma kilka miesięcy, ale czuję z nim niewytłumaczalną więź i część siebie, która jest w nim mocno osadzona.
REFLEKSJA
Spełniłem oczekiwania matki. Mieszkam w Europie, prowadzę własny biznes, mam dwóch synów, dobrze wyglądam. Ludzie mnie szanują, liczą się ze mną, a mama czasami dzwoni poradzić się w tej czy innej sprawie. Ale ja nigdy nie jestem nasycony i usatysfakcjonowany. Nie ważne co robię. Wiem, że ojciec nigdy nie uzna mnie za równego sobie cokolwiek bym nie zrobił. Zorientowałem się, że jestem samolubny, chciwy. Chcę wszystko dla siebie, nie lubię się dzielić. Chcę to naprawić. Popracować nad swoją agresją. Jestem bardzo agresywny. Grożono mi latami, wiele mi odebrano z lufą niejednokrotnie przykładaną mi do głowy, często próbowałem się mścić mniej lub bardziej skutecznie. I na koniec dnia to ja mam niesmak. Kiedy czuję, że ktoś chce mnie wykorzystać to dostaję szału. To zjada mnie od środka. Nie radzę sobie z tym. A kiedy to z siebie uwalniam to niestety uderza w tych, których kocham. Wyładowuję nerwy na B., na moich znajomych. W biznesie nie mogę okazywać takiej słabości. Ale we mnie się gotuje. I agresja staje się dla mnie sposobem na komunikację. Muszę pokazywać siłę, muszę pokazywać, że jestem groźny. Jeśli mnie wspierasz zostaję Twoim najlepszym przyjacielem po grób. Jeśli próbujesz mnie skrzywdzić potraktuję Cię jak pierdolonego terrorystę. Terroryzm to nie religia, broń, morderstwa. To bardziej chodzi o odbieranie Ci rzeczy ważnych: wolności, środków do życia, czasu, nerwów, rodziny. I kiedy jestem w stresującej sytuacji to za każdym razem czuję się jakbym znowu był zagrożony przez terrorystów. Ktoś mnie znowu odurzy, wejdzie mi do domu, będzie torturował….
Coraz częściej w moim życiu przy okazji biznesu jestem zmuszony robić rzeczy, których nie chcę robić. Są to rzeczy, które przypominają mi o moim ojcu. I tym jak trzeba lawirować, ukrywać emocje, planować strategię. To mnie boli. Nie mam siły już na ciągłe planowanie wszystkiego. Chcę robić to co mnie cieszy, być twarzą swojej firmy i skupiać się na tych którzy są dla mnie najważniejsi. Nie pójdę dalej dopóki mu nie przebaczę. Jeszcze nie umiem.
Wstajemy i idziemy do kuchni żeby przygotować zapowiedzianą wcześniej transmisję na żywo na Instagramie. R. zaczyna kręcić się nerwowo, zamyka oczy, bierze dwa głębokie wdechy. Zaczynam odliczanie. Trzy, dwa, jeden… Dociera do mnie zapach przypraw i świeżo posiekanej natki, na ekranie telefonu pojawiają się setki komentarzy. R. chcąc sięgnąć po młynek odchyla się w lewą stronę. Przypadkowo potrąca owoc granatu, który stacza się poza krawędź blatu głucho uderzając o podłogę. Z powstałej na skutek pęknięcia szczeliny wycieka powoli gęsta, czerwonofioletowa ciecz.